Artykuły

Synteza linii i koloru

(...) zajmijmy się malarstwem Mariana Adamczyka. Na wystawie zaprezentowano 41 prac olejnych i 10 rysunków. Pomyślano ją jako mini-retrospekcję, ukazano bowiem dzieła z lat 1969-1988 stanowiące, przynajmniej częściowo, odbicie zainteresowań formalnych i tematycznych autora, niemal z całego okresu jego drogi twórczej. Bogata to droga, gdyż M. Adamczyk mając w okresie studiów (ukończył je z wyróżnieniem w 1964 roku) wielu znakomitych, o wyrazistej osobowości nauczycieli - Stanisława Szczepańskiego, Jana Cybisa, musiał także - wychodząc od mistrzów - znaleźć swoje własne oblicze artystyczne. Maluje portrety, pejzaże, rzadziej sceny rodzajowe. Prace te wyrosłe na gruncie kreacyjnego realizmu (subiektywnego obrazowania rzeczywistości w dziele plastycznym) i koloryzmu cechuje dynamika i siła wyrazu. Niejako uzupełnieniem ekspozycji był, starannie wydany katalog, opatrzony słowem wstępnym autora, które można przyjmować za jego, swego rodzaju, credo artystyczne.

Marian Adamczyk jawi się jako niezwykle wrażliwy twórca stawiający w swym malarstwie na przeżycie, zauroczenie, podnietę wizualną. Zmysł obserwacji i umiejętności wręcz migawkowego uchwycenia farbą czy ołówkiem rozgrywających się wokół scen pozwalają mu być blisko życia, niemal na reporterski zapis interesujących go zdarzeń. Jego nieobojętny, zgoła osobisty stosunek do przedstawianego tematu wyraża się w tej twórczości - jeśli można się tak wyrazić - wartością "constans".

To co dla niego najbardziej charakterystyczne to umiejętność zatrzymania chwili w obrazie, a więc uchwycenia tematu na gorąco, w momencie gdy światło, barwa, ruch, wzajemny układ przedstawianych elementów rzeczywistości tworzą ten jedyny głęboki, ulotny i niepowtarzalny nastrój wart odnotowania na płótnie. Stąd w tych pracach tyle siły wyrazu i ekspresji, a zarazem prawdy o życiu. Subtelny rysunek, plama barwna, ożywcze, migotliwe światło i zgaszone nieco przy tym kolory: zielenie, ciemne kobalty, brązy i fiolety - a więc wszystkie te środki malarskie służące potęgowaniu nastroju - czynią tę twórczość łatwo rozpoznawalną. I co więcej, ten oryginalny kod znaków i znaczeń plastycznych przesądza o indywidualności stylistycznej artysty.

W rysunkach M. Adamczyk operuje śmiałą, zwięzłą, a przy tym perfekcyjnie biegnącą kreską, w obrazach olejnych szuka przede wszystkim zwięzłości formy. Szerokie i grube prowadzenie pędzla oraz wybór dominanty kolorystycznej są zamierzonymi środkami wyrazowymi mającymi służyć syntetyzowaniu wypowiedzi malarskiej. Nie od rzeczy będzie tu wspomnieć, że dysponuje on doskonałym warsztatem, co potwierdzają szczególnie rysunki oraz kopie, choćby wysławiony na ekspozycji akt wg Renoira.

Wyrażane w swych pracach treści autor ogranicza do najistotniejszych, unika dekoracyjności, zbędnych motywów i szczegółów, które mogłyby rozpraszać zwartość kompozycyjną. Dzięki temu przedstawione tematy zyskują na wyrazistości; na płótnie rejestrowane są tylko te elementy, które dla malarza mają znaczenie zasadnicze. Tymi interesującymi elementami w obrazie mogą być - tak jak to oglądaliśmy na tej wystawie - układ ciała modela, wyraz twarzy, dynamizm ruchu ćwiczącej baletnicy, szarżujący koń, bezkres nadmorskiego krajobrazu, postrzępione siłami przyrody urwisko, wyludniona, piaszczysta plaża.

Na ekspozycji znączącą rolę przypisano portretowi, pokazano ich bowiem aż 30. Gros z nich zawierało wizerunki członków najbliższej rodziny malarza, niektóre osoby (żona czy córka) przedstawione były w kilku rónych ujęciach. W każdym z tych portretów widz bez trudności doszuka się czegoś znacznie więcej niż zewnętrzności postaci, a mianowicie wychwyconego po mistrzowsku - wyrazem oczu, uśmiechem, grymasem ust, pochyleniem głowy - pogłębionego rysu psychologicznego. W każdym konterfekcie zawarty jest też stosunek samego twórcy do pozującego, o czym utwierdzały podpisy w rodzaju: "Pepe (idzie o psa) - najważniejsza figura w rodzinie", "Magdalena w kapeluszu", "Portret najlepszego teścia", "Teściowa górą" (ten obraz zawieszono nad wcześniej wymienionym).

Wszystkie swe obrazy, niezależnie od tego czy jest to pejzaż, portret czy scena figuralna, M. Adamczyk sygnuje skrótowo "Adam". Jeśli spotkacie państwo na swej drodze prace opatrzone takim właśnie podpisem to nie przechodźcie obok. Warto się przy nich na chwilę zatrzymać, bo z pewnoś cią będzie to oryginalne i dobre malarstwo.

Mario Wachowiak