Artykuły

POZÓR (esej)

W dorosłym swoim życiu spotykałem go często. Nie mam w sobie czujności pawiana, ale dostrzeganie go to tu, to tam nie wymagało szczególnej uwagi. Z biegiem lat, kiedy mój zmysł obserwacji wyostrzył się, mogłem stwierdzić, że to indywiduum najchętniej krąży wokół Ogrodu Sztuki. Ba, często tam wchodzi zdecydowanym krokiem.

Dziwiło mnie trochę jego wyraźne zainteresowanie tą dziedziną ludzkiej działalności, która – jak wiadomo – skupia natchnionych artystów a także szlachetnych konsumentów dzieł.

Zrazu, jego tam obecność nie zastanawiała mnie; z czasem zaczęła przykuwać uwagę. Prezencję miał nienaganną. Przez najlepszego z mistrzów haute couture skrojony garnitur, modne włoskie obuwie z najwyższej półki, modna też koszula z odpowiednio zawiązanym krawatem. Głowę zdobił atłasowy cylinder, najlepszej londyńskiej firmy. Budził podziw i zachwyt. Widać to było wyraźnie u mijających go przechodniów, którzy obracali głowy w jego kierunku.

Uprawiając w Ogrodzie Sztuki parę skromnych grządek bez trudu mogłem dostrzec, co go interesuje, z kim przesiaduje na zielono pomalowanych ławeczkach i komu odwzajemnia głęboki ukłon.

Indywiduum w atłasowym cylindrze zaczęło mnie coraz bardziej zaciekawiać a nawet intrygować. Doszło do tego, że kiedy mniej tłoczno było w Ogrodzie podszedłem do niego i bez ceregieli wypaliłem:

— Kim pan jest?

— Jestem POZÓR.

Uruchomiłem wnet swoje szare komórki, żeby dociec definicji „pozoru”. Definicja nie na wiele się zdała.

— Przecież pozór to tylko rozmijanie się z prawdą – odpowiedziałem naiwnie właścicielowi atłasowego cylindra.

— Mylisz się artysto. – rzekł POZÓR, wskazującym palcem lekko dotykając cylindra. – POZÓR TO POTEGA! Wszędzie byłem i jestem obecny. Na dworach cesarskich i królewskich, na polach bitew, kiedy trzeba było fortelem zmylić przeciwnika a także na biesiadach możnych. U biedaków nie znajdowałem miejsca. Cóż bym tam robił?

Wszędzie święciłem sukcesy. Walka z nędzną, nagą prawdą mnie pasjonuje a znaczy tyle, co zjeść bułkę z masłem.

Powszechny byłem – jak mówię – od wieków na wszystkich arenach ludzkiej działalności. Z czasem znudzony uprawianiem pospolitego pozoru zacząłem się interesować światem sztuki.

Przyznam ci się artysto, że snobizm na sztukę rajcuje mnie najbardziej. Z dworów, z parlamentów i salonów politycznych zacząłem uciekać na salony artystyczne. Miałem i mam swój stały fotelik w domach aukcyjnych, gdzie często podpowiadam podstawionemu podbijaczowi cen, by śmielej je windował. Stwarzanie ułudy stało się moją pasją.

Na pole sztuki wkradłem się już w czasie rozwiniętego Renesansu i przyznam ci się, gamoniowaty artysto, że pozwoliłem sobie wtedy na niebywały tupet! Namieszać wśród boskich artystów w Italii to był nie lada wyczyn.

Następna strona