Artykuły

Poprzednia strona

Zaczęło się od tego, że zanegowałem zalety podobno zdrowego prądu, jakim był włoski Renesans. W kręgach ludzi sztuki i jej konsumentów zacząłem szerzyć plotkę, że „to się już przeżyło” i że trzeba wymyślić coś, co by było efektowne. W ten sposób przyczyniłem się do narodzin Manieryzmu.

Po dwóch dekadach jako POZÓR zacząłem odnosić pierwsze sukcesy. W lansowanej przeze mnie modzie na nienaturalność i sztuczność pomału zaczęto upatrywać cnotę. Wszystkim już to się zaczęło podobać – chociaż, może nie wszystkim, bo boski Michał Anioł nabrać się nie dał. To mnie, jako ideologa, szczególnie zabolało.

Zdarzyło się bowiem, że moi agenci zanieśli do genialnego rzeźbiarza wybrany obraz mojego pupila i ulubieńca Pontorma, które to dzieło – tego się spodziewałem – miało powalić na kolana sławnego toskańczyka.

Michał Anioł widząc obraz wzruszył jeno ramionami dodając: „co najwyżej dobre technicznie”. Chcieliśmy ukryć tę porażkę, ale Boski sprawę rozplotkował.

Wiele krwi napsuł nam modny na dworach cesarskich i książęcych, Tycjan. Był ten wenecjanin głosicielem prawdy w sztuce a jego upór w lansowaniu naturalności i poezji w malarstwie był iście ośli. Na szczęście dobrzy diabli go wzięli w czasie weneckiej zarazy w 1576 roku.

Rozmowa, czy raczej słuchanie tego, co POZÓR mówił coraz bardziej mnie zaciekawiało. Popołudniowe słońce zaczęło bardziej przypiekać, toteż właściciel atłasowego cylindra zdjął go z głowy i zawiesił na kolanie.

Chociaż świat sztuki był mi ogólnie znany, ciekaw byłem innych sukcesów POZORU. Dostojny elegant wprost się delektował opowiadaniem o Manieryzmie. Wymienił całą plejadę artystów, którzy –słuchając go – dorobili się kupy szmalu.

— Do stajni Manieryzmu – ciągnął dalej – wprowadziliśmy nawet takich wielkich malarzy jak Tintoretto i El Greco, który jeszcze przed osiedleniem się w Toledo wiele się od nas w Italii nauczył, szczególnie stosowania w kompozycjach patosu.

Z całą pasją zwalczaliśmy wtedy umiar, prostotę i bezpośredni kontakt z naturą a to się nam udawało przez prawie osiemdziesiąt lat!

Trzeba przyznać, że pod koniec naszej prosperity dołki pod nami zaczął kopać narwany dzikus Caravaggio z nowymi pomysłami na sztukę. Swoim sposobem traktowania tematu i wścibskim okiem zawrócił w głowie niejednemu możnemu klientowi pozbawiając nas pewnej kasy.

Przechodnie przechodzący obok wąską alejką Ogrodu z zaciekawieniem patrzyli jak elegancko ubrany osobnik z cylindrem coś żywo objaśniał byle jak ubranemu malarzowi. POZÓR pewny swojego wdzięku i świetnej prezencji wykładał dalej.

Następna strona